czwartek, 30 sierpnia 2012

Opowiem wam coś co wydarzyło się wczoraj..Trochę może dziwne, ale cóż.

Wyszedłem na spacer bo nie miałem ochoty słuchać znów jak rodzice się kłócą. Najpierw poczułem chłodny wiatr mimo że było gorąco..Potem odwróciłem się i zobaczyłem...Mojego kuzyna, który kilka lat temu zginął w wypadku. Zdziwiłem się, niewiedziałem co robić. Chciałem mu coś powiedzieć ale nie umiałem wydobyć z siebie ani jednego słowa. Potem on zaczął biec ,a ja za nim.Kiedy biegłem wszystko co było wokół mnie zniknęło. Ulica,samochody,bloki, domy,sklepy ,drzewa,trawa..wszystko. Była tylko ciemność. I w końcu on się zatrzymał..więc ja też. Zrobiłem jeszcze jeden krok i upadłem. Prawdopodobnie straciłem przytomność .

Obudziłem się w szpitalu ,byłem przerażony, bałem sie..miałem w oczach łzy. Mówili że wpadłem pod samochód. Że ktoś znalazł mnie leżącego na środku ulicy... Jak się obudziłem to byli obok mnie rodzice i jakoś dziwnie się martwili. 
Sam nie mogę jeszcze tego zrozumieć..i nie wierzę że to nie był sen tylko na prawdę. Boję się teraz wyjść, bo co zrobię jak stanie się coś gorszego ? Chociaż wtedy byłoby dla mnie lepiej...

1 komentarz:

  1. nie, nie byłoby lepiej! nie dla ciebie i nie dla nas
    może musiałobyc tak, że miałeś go zobaczyć?
    ale nie wiem, ważne, że w końcu teraz po tym lepiej się czujesz

    OdpowiedzUsuń